2005, finito.

     Nie rozpieszczałem ostatnio, tych co tu zaglądają, nowymi wieściami znad Biebrzy. Moja wina, moja bardzo wielka wina. Jak już się zaczęło, to naturalnie powinno się kontynuować przedsięwzięcie. Tylko co pisać, jak cały ten rok pod względem wędkarskim był nieudany. Masa małych szczupaków, a klenie na moją wymarzoną metodę zwyczajnie się wypięły. Ani kleni, ani jazi. Pustka. Ryby zawiodły. A może wędkarz miał niezbyt czyste sumienie, może nie był dość dobrym człowiekiem, aby Pan mu błogosławił. Może nie starczyło umiejętności. Rafki przy Jesionowie (takie pewne miejsce), też zawiodły. Generalnie kiszka. Nawet moja Narew w tym roku uczyła mnie pokory każdego dnia. Ludzie, którzy ze mną jeździli jednak trochę łowili. Problem więc jest chyba we mnie. I tyle chyba o rybach.

     


      Co zaś się tyczy ogólnie wypadów biebrzańskich, było ich w tym roku wyjątkowo dużo. Jesień to praktycznie wizyta w Dolistowie co dwa tygodnie. Oczywiście nie jest to pora sprzyjająca obserwacjom i nie mogę się tu pochwalić jakimiś szczególnymi osiągnięciami fotograficznymi. Ogólnie jak spojrzę teraz na swoją twórczość foto, to widzę jak wiele brakuje mi do I ligi. Sprzęt też nie sprzyja jakości. Strona na której czasem umieszczam swoje zdjęcia - PLFOTO, a zwłaszcza jej użytkownicy, nauczyli mnie pokory. Zasady są proste, aby w ogóle dyskutować o zdjęciu musi być jakość. Podnosi to mi poprzeczkę i mam tylko nadzieję, że widać to w kolejnych odsłonach mojej strony. Zaczynam myśleć o nowym aparacie i będzie to już zupełnie co innego niż obecny OLYMPUS 745 UZ. Jestem całkowitym amatorem i ważne było dla mnie posiadanie zoomu. Okazuje się jednak, że zoom to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze czas i zwyczajnie się na zdjęcia wybierać, a nie tylko pstrykać coś, co włazi w obiektyw przy okazji wędkowania. Zdjęcie trzeba wypracować, wychodzić, a nawet wymyślić. Trzeba na to czasu. Inaczej, to tylko i wyłącznie fotki do albumu. A ile czasu obcy człowiek może poświęcić na oglądanie cudzego albumu z zainteresowaniem? No właśnie.


      Pozostaje kolejna kwestia, gdzie można fotografować. Pomimo moich usilnych starań przez rok czasu nie udało mi się zdobyć zezwolenia na schodzenie ze szlaku. Poprzez swoją stronę naganiam klientów Parkowi, nic za to nie mając, a Park rzuca mi kłody pod nogi i nie pozwala zejść ze szlaku, a jeśli chcę robić fotki dalej niż z drogi, to muszę wywalić taką forsę, że aż szczypie w pupę. Nie jestem jakąś telewizją z nieograniczonym funduszem. Nie stać mnie na wybulenie kasy na sesje zdjęciowe. Nie sprzedaję swoich zdjęć, ani nie czerpię korzyści materialnych ze swojej strony. A żeby zrobić dobre zdjęcie na szlaku (jest to oczywiście możliwe), to trzeba mieć czas. Ja jednak żyję z czegoś innego i nie mam na to czasu. Biblijne powiedzenie : "Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami" jest całkowicie obce Dyrekcji. Szkoda. Jest przecież jeszcze tyle wspaniałych miejsc w Parku, do których po prostu wstęp jest dla mnie zamknięty. A może to za brak pokory? Nie słodzę i staram się mówić prawdę. I tak pozostanie.

     Kilka słów o ostatnim pobycie. Myślałem, że sfocę jakiegoś łosia, ale te które spotkałem stały już w takich ciemnościach, że na dobre zdjęcie nie było szans. Natomiast wujcio znalazł w krzaczorach przy drodze, piękny (pojedyńczy) zrzut. Dawno takiej łopaty nie widziałem. Świeżutka , brązowa, tegoroczna, wyjątkowa! Nie wiem czy zdjęcie oddaje jej piękno. Może to od tego byśka, którego naszedłem w lato?

     No i tyle. Pozostaje czekać na wiosnę i na przeloty. Znowu się zacznie życie. Śledzę bacznie wiadomości o Via Baltice. Mam nadzieję, że wariant białostocki odejdzie w niepamięć. Klimat się zmienia. Łomżyniakom życzę powodzenia. Walczcie. Wasz interes jest wyjątkowo zbieżny z moim. Via Baltica przez Łomżę i Grajewo z ominięciem BAGIEN !!! Podpisujcie protest w Internecie. Bardzo łatwo go znaleźć.

     


Wesołych Świąt i szczęśliwego 2006 Nowego Roku!

      Marek Syguła